Od jakiegoś czasu mam przyjemność współpracować z Fundacją i portalem Miasto Kobiet.
To społeczność składająca się z fantastycznych kobiet, dla których nie ma rzeczy niemożliwych.
W ostatniej rozmowie z Agną Karasińską rozmawiałam o planach zawodowych, osobistych, celach i marzeniach. Oraz o tym, czy moja praca to źródło codziennej satysfakcji.
Fragment wywiadu
Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?
Droga do tego punktu była długa. Aby zostać prawnikiem, trzeba najpierw przyjechać tu z małego miasta na studia, potem odbyć kilkuletnią aplikację, wybierając zawód prawniczy. Potem zdać wiele egzaminów, aby stojąc bezradnie z dyplomem w ręce, zacząć szukać pomysłu na siebie. Ja wiedziałam, że na tym etapie, po latach pracy, chcę już być własnym szefem. Pomysł założenia kancelarii zbiegł się w czasie ze spotkaniem mojego przyszłego męża, więc zrobiliśmy to wspólnie i ukierunkowaliśmy się właśnie na prawo rodzinne.
Dziś, kiedy nasze drogi się rozeszły, wiem, że nie mogłam wybrać dla siebie lepiej. Dlaczego akurat to? Bo to sprawy najbliższe nam wszystkim. Jako dziedzina prawa prawo rodzinne nie jest lubiane, bo to takie zaglądanie komuś pod kołdrę. Niektórzy prawnicy twierdzą nawet, że mało ambitne. Ale dla mnie jest niezwykle ciekawe i wymagające. Mniej tu jest papierów, więcej ludzi. Mniej paragrafów, a więcej emocji. I to jest sedno mojej pracy.
Czy praca to też Twoja pasja?
Zdecydowanie! Uwielbiam to co robię i chyba każdy, kto mnie zna, widzi blask w moich oczach, kiedy o tym mówię. Jeśli kochasz swoją pracę, nie przepracujesz ani dnia. I to tak działa. Praca daje mi niesamowitą satysfakcję! Oczywiście, to wszystko nie byłoby możliwe bez mojego zespołu w kancelarii, który na co dzień pilnuje, aby obsługa była na najwyższym poziomie, a sprawa była poprowadzona od A do Z.
Co uznajesz za swój największy sukces?
Bardziej ogólnie ‒ dojście do tego miejsca, w którym jestem, spełnienie marzeń o własnej kancelarii i wykonywanie pracy, którą uwielbiam. Sukcesami w pracy są też moi klienci, których nie raz po latach spotykam. I widzę, jak to, co zaprojektowaliśmy, działa, jak zyskali nowe życie. Często jestem z nich dumna, bo przeszli długą drogę.
Kiedy przychodzą po raz pierwszy, zwłaszcza kiedy wychodzą z jakiegoś rodzaju przemocy, nie jest łatwo. Kiedy im mówię, że za jakiś czas będą tu siedzieli lżejsi lub lżejsze o kilka kilogramów, w nowej fryzurze i nowych ciuchach, wyspane i spokojne o przyszłość, patrzą na mnie z niedowierzaniem. A potem ich uśmiech jest największym podziękowaniem.
Do całości faktury zapraszam pod adres:
